15 marca 2013
Piotr Jaczewski
Serial: Tkanie słów
OOBE - Out Of Body Experiences - Doświadczenia Poza Ciałem
◀ Dlaczego potrzebujemy duchów, przodków i bogów? ◀ ► Pamięć i wyobraźnia – poza lęk i nadzieję. ►
Zaproszono mnie do wywiadu nt. OOBE czy w każdym razie czymś związanym z OOBEmanią i ciałka.net W każdym razie rozmowy poza ciałem, czemu nie ;) Jak ktoś chce poza ciałem ze mną porozmawiać bardzo proszę. Zbieram więc myśli.
Oczywiście zaproszenie mnie ubawiło, ponieważ właśnie byłem w obrębie przemyśleń do poprzedniego wpisu, tuż po fragmencie:
Kulturowe szaleństwo wygląda tak:
1. Ktoś ma jakieś doświadczenie, słyszy o jakimś doświadczeniu, a nawet wyobraża sobie jakieś doświadczenie pt. duch, przodek, bóg. OOBE - dopisuję..
2. Uznaje to doświadczenie za ważne, szczególne i wyjątkowe. Np. tworzy historię na ten temat
3. Wybiera czy jest za lub przeciw tj. Ustosunkowuje się do tego doświadczenia, przez tą historię. Stwierdza, „to było dziwne, ale coś musiało w tym być, trzeba się dowiedzieć”, „to musiało coś dziwnego się ze mną/światem dziać, lepiej zapomnieć”.
4. Szuka sprzymierzeńców do swojej opcji, co oznacza, że przekonuje do niej innych i zwalcza poglądy wrogie.
Nie ma to jak odzew od świata w momencie, kiedy zastanawiałem się czy nie dopisać kilku(dziesięciu?) innych szczególnych, ważnych i wyjątkowych doświadczeń, cudów i dziwów – powszechnych w tym całym obszarze NEW EZO ROZWOJU. Taki sygnał natychmiast poprawia mi humor: Może szaleństwo kulturowe, ale jest zabawnie.
Spora część z tej zabawy, polega na tym, że jeżeli ktoś rzuca hasło OOBE, czy jakieś inne NEW EZO ROZWOJOWE, to mi nie tyle do głowy przychodzi doświadczenie wewnętrzne, ale doświadczenie społeczne, komunikacyjne. Tj. nie myślę o tym, czy coś przeżyłem, doświadczyłem, co stanowi zwykle źródło owego szaleństwa kulturowego – myślę o swoich doświadczeniach i obserwacjach związanych z grupą ludzi, tekstami, historią związanych ze sztandarem OOBE, czy innym newsem na nowo odgrzewanym sprzed 200 lat lub więcej.
Odruch wynikły zarówno z zasad, jak i z prawie dwudziestu (więcej!) lat doświadczeń w tych klimatach. Zasada moja podstawowa: doświadczenie wewnętrzne jest moim doświadczeniem wewnętrznym. Twoje-twoim. To sfera intymna. I staram się o takim poglądzie przekonać ludzi, kiedy tylko mam ku temu szansę tj. Trzymaj język za zębami. Tam jest jego miejsce. O przyczynach dlaczego tak myślę i dlaczego warto przyjąć taką zasadę jeszcze wspomnę. W każdym razie, za każdym razem gdy słyszę „Co myślisz o OOBE?” „Czy wierzysz w podróże poza ciałem?” i inne w podobnej tonacji w całej sferze NEW EZO ROZWOJU to mam wrażenie, że nowo napotkany człowiek pyta „Co myślisz o seksie?” „W jakiej pozycji ostatnio uprawiałeś seks?” i muszę gryźć język, żeby nie odburknąć w podobnej żenującej tonacji. A że język mam raczej niewyparzony i nie lubię masochizmu, to częściej pojawia się poprawa humoru „Hm, darmowa rozrywka. Mniam, mięsko! I samo przypełzło.”
W kwestii doświadczeń, to część z tego nastawienia płynie z ducha czasów. Tj. w momencie kiedy zaczynałem był Monroe „podróże poza ciałem” i nieśmiało „podziemnie” dystrybuowane Hemi-Syncki, była tłumaczona przez Wojtka Jóźwiaka „Mitologia Przestrzeni Wewnętrznej”, binaurale śp. Lecha Emfazego Stefańskiego, kręciło się wydawnictwo Arcanum oraz gdzieniegdzie jeszcze wędrowały powielaczowe bibuły ezoteryczne (min Harner o ile pamiętam), gdzieś tam powoli budowało się GWP(w odrobinę innej działce).. I dużo dużo NIC pozostawiającego potrzebę na myślenie i porozmawianie. Za moment w angielskojęzycznej sieci, podpiętej przez zgrzytający modem odnajdował się angielskojęzyczny Robert Bruce „Traktat o projekcji astralnej” i trochę wpisów chaotów, trochę materiałów Złotego Brzasku. Jakoś w międzyczasie i rejonie 1995 (z dokładnością +-2 lata) wyd Amber zaczęło wypuszczać seryjnie książki o duchowości, pojawiła się szalejąca Żądłologia i z drugiego Bieguna Himawanti,gdzieś nieśmiało przemykał się Eckankar, a wyd Babilon II importowało do nas cały zestaw uwolnionych z praw autorskich książek teozofii, new thought i okultyzmu.
Chwilę później w rejonie 2002(i już bardziej przyglądając się sieci) Bruce odnalazł swoje pierwsze polskie tłumaczenie na astraldynamics.pl , bodajże moja Wędrówka Szamańska w tarace właśnie, zagubiona przy zmianach systemowych. A parę lat później, z rozwojem sieci tak chyba od 2004-2006r etc pojawiło się już zupełne szaleństwo nadmiar uproszczonych NEW EZO ROZWOJOWYCH informacji, składających się ogólnie w jeden wielki bełkot! Zresztą osobiście etykietuję i datuję tą zmianę tematu, i ducha czasu pomijając względy polityczno-ekonomiczne na The Secret Rhondy Byrne. Twierdziłbym, że po sekrecie u NAS właśnie pojawiła się masa ludzi chcących COŚ ZA NIC, i żeby było szybko i przyjemnie, zmiana natychmiast, wiedza i umiejętności bez długiego studiowania, oświecenie w weekend. Ten rodzaj oficjalnego i nieoficjalnego roszczeniowego drapieżnego nastawienia i odpowiadające na to zapotrzebowanie nadmiar NEW EZO ROZWOJOWEJ papki, i myśli miszczów poprzedniego półrocza. Chroniczny syndrom Neofity.
OOBE tu nie jest wyjątkiem, i w zasadzie można teraz być pewnym, że jeżeli spotykasz się z pytaniem: „Co myślisz o OOBE?” „Czy wierzysz w podróże poza ciałem?” etc, to za tym pytaniem stoi AKWIZYTOR, który przeczytawszy kilka -naście-dziesiąt książek, i porównywalną dawkę artykułów, czasem praktykujący coś miesiąc, czasem lat parę sprzedaje ezoteryczny folklor. I za tym pytaniem idzie w pakiecie SPRZEDAŻ ciał subtelnych, wiary w wyższą inteligencję, channeling, obce cywilizacje, dobre i złe wibracje, kreację natychmiastową, chipy kosmitów w odbytnicy, klątwy w ciele schowane za 7 zakrętem czakry 3 ciala, atmanicznego tuż za rogiem, ducha przemawiającego przez ciało, w różnej konfiguracji. Ups. Nie sprzedaż, sprawdzanie czy jesteś swój, bo jeśli jesteś swój TO MUSISZ brać to z dobrodziejstwem inwentarza, inaczej jesteś tym wrogim, krzywiącym się mugolem. I’m Harry, Harry Potter, 003.5 z licencją na wytwarzanie papki i żywienie się papką. Ze mną wszystko jest ok, TY wrogi mugolu się zmień!
To jak sądzę teraz obok owego syndromu neofity, bierze się z samej natury sztandaru z którym się występuje. I w przypadku OOBE: Doświadczenia poza ciałem. Dla mnie interpretującego metaforycznie oznacza: Mam doświadczenia cielesne i chcę się od nich odciąć, chcę się znaleźć poza nimi. Co w pewnym sensie oznacza, że dla mnie w tym rejonie kręci się masa wkurzonych ludzi. Trzeba być mocno wkurzonym, żeby wychodzić z siebie.
Odrobinę inaczej odbieram „Wędrówkę Astralną” czy „Podróże szamańskie” tj. jako właśnie podróże w niezwykły sposób. Ups. Podreślenie własnej wyjątkowości, wyjątkowości jakiegoś doświadczenia i opowieści z nim związanej.
Dla mnie po tych latach: Doświadczenia są doświadczeniami, a opowieści opowieściami. Tj. Liczy się co z tym doświadczeniem i opowieściami robisz, a nie sprawdzanie czy masz jakiś szczególny rodzaj doświadczeń i opowieści, lub go nie masz. Innymi słowy w temacie OOBE interesuje mnie jak ono jest zbudowane, jak zmienia się ludzkie doświadczenie, jakie opowieści chętniej się przyjmuje, a jaką narrację odrzuca, co łatwiej zrobić, a co idzie trudniej na przestrzeni miesięcy i lat.
Patrzę na to zresztą w specyficzny sposób, jako Hipnotyzer tj. z perspektywy teorii hipnozy i hipnoterapii, gdzie praca z wyobraźnią, uwagą, sugestią jest narzędziem rozwijania lub zmiany doświadczeń i zachowań. I z tej perspektywy OOBE, zasadniczo składa się z 3 hipnotycznych doświadczeń: Dysocjacji, Halucynacji Pozytywnej i Katalepsji lub Anestezji. Same zjawiska w sobie, pomimo groźnie brzmiących nazw neutralne i występujące dosyć powszechnie np. potrzebujesz odrobiny dysocjacji, aby oddać się autorefleksji czy Halucynacji Pozytywnej aby przywołać wyraziście jakieś wspomnienie. Anestezji – znieczuleniu, ulegasz gdy siedzisz i pracujesz nad czymś i nie odczuwasz niewygody związanej z pozycją. Ale z tych samych powodów uznaję, że doświadczenia związane z OOBE są intymne, mechanizmy transu są związane z silnymi relacjami, oraz zwiększoną sugestywnością. Innymi słowy zanurzając się w nich, splatasz swoje opowieści z cudzymi, zacierają się granice pomiędzy tobą a tym kimś. I ten fenomen warto zarezerwować dla osób bliskich i zaufanych. Granice są dla nas życiowo ważne tj. odnoszą się do tego jak funkcjonujemy w związkach i(lub) bez nich, o naszym poczuciu tożsamości, wartościach, efektach działań.
Z tej samej perspektywy w szerokim spojrzeniu patrzę na temat i rejon tematu OOBE, jako papierek lakmusowy czy grupę będącą nośnikiem tematu „odcięcia ciała” w społeczeństwie. Wypadkową tych sygnałów pt „siedź nieruchomo i słuchaj uważnie, wędruj umysłem za moimi słowami”, „Wniebowstąpienia” „Windą do nieba wzięłaś mnie” i „Wychodzenia z siebie aby coś osiągnąć w życiu”. Pewne pole komunikatów, które tu zostało zagęszczone.
Idąc dalej w to podróżowanie umysłem, to zachwycanie się opowieściami i przeżyciami OOBE, tworzy zasadniczy jeden problem. Zamiast zrobić coś konkretnego dla siebie i otoczenia ludzie zaczynają w koło mielić owe historie i całą NEW EZO ROZWOJOWĄ PAPKĘ. A to konkretne jest trudne i wymagające czasu i zaangażowania np.
1. Udaj się w mikrokosmos tj. podróż krwioobiegiem.
2. Przespaceruj się po samolocie, statku handlowym czy pałacu.
I zrób to dobrze, a nie opowiadaj o tym jak sobie robisz dobrze. Cała zabawa polega na tym, że żeby tego dokonać potrzebujesz mieć nie tylko rozwiniętą wyobraźnię, ale też mnóstwo sensorycznych obserwacji i realnej wiedzy związanej z tematem. Eg(1) Nie wystarczy wspomnienie 30sekundowej scenki z Było sobie życie:
Potrzebujesz realnej wiedzy medycznej anatomicznej, chemicznej obrazowania cząsteczek, obserwacji jak się ludzie poruszają, rozwinięcia wrażliwości odczuciowej, pamięci kinestetycznej itd. Podobnie jak z (2). Potrzebujesz zarówno wiedzy „budowlańca” czy „inżyniera”, jak i wręcz wieloletniego mieszkańca.
Wymaga to też dyscypliny, prób, rozłożenia oswajania się z tym w czasie, i tak naprawdę stanowi wieloletnie wyzwanie, ale to nie tworzy wspaniałych opowieści.
Pstryk, byłem zwiedziłem, jeju jaki ja jestem wspaniały, a jak duchowo rozwinięty, śniło mi się, wspaniała półgodzinna podróż, a jak te mugole mnie denerwują, złe wibracje czuję wszędzie trzeba ICH od tego uwolnić..
◀ Dlaczego potrzebujemy duchów, przodków i bogów? ◀ ► Pamięć i wyobraźnia – poza lęk i nadzieję. ►
Komentarze
Z innej zupełnie mańki tj. tego co wiem o transie/stanach dysocjacyjnych - nie są ważne motywy i ich świadomość. Rozwijając je nieświadomie i głupio, tak osoba nauczy się gromadzić w tej strefie ciała i nieświadomości ból i cierpienie. Dysocjacja jest jedną z naturalnych reakcji na ów ból i cierpienie.Można porównać ten mechanizm nadmiernie(nieświadomie?) stosowany do budowania śmietnika do którego wrzuca się to, co niechciane (vide: jungowski cień)
Z mojej perspektywy, samo w sobie nie stanowi to problemu, ale splątane z głupimi treściami i owszem to bywa często problematyczne dla osoby i(lub) otoczenia.
Nigdzie nie twierdzę, że coś jest nie tak z dzieleniem się przemyśleniami. Podobnie doświadczeniami dzielimy się nieustannie, w różnym stopniu z różnymi ludźmi. Ja twierdzę, że temat dysocjacji/transu jest przynależny sferze intymnej, choćby ze względu na wspomniane przez ciebie ryzyko, ale głównie ze względu na cały temat granic wewnętrznych. Trans głupio używany(lub inaczej: używany manipulacyjnie ) zaciera
granicę wewnętrzne-zewnętrzne, doświadczenie-mówienie o doświadczeniu, ktoś robił - ja robiłem. I tyle.
Raczej regułą kciuka jest, że obnażanie się publiczne nie jest pożądane, i nie ofiaruje się takiego daru poza specyficznymi sytuacjami. To głupota, jeśli nie wulgarność ;) Tak najprościej można wytłumaczyć znaczenie sfery intymnej. A jak nazwać osobę, która żąda od ciebie obnażania się, nakłania do niego?
Samo doświadczenie i opowieści są neutralne. A naturyzm jest jakimś tam możliwym wyborem.
po czym 20 lat później narzekać na kolejne pokolenie ?;)
Autentyczność jest przereklamowana.
Styl wynikły z tego, że przeważnie chodzę, to tu i tam. I nie rajcuje mnie powtarzanie sobie pod nosem z uśmiechem "no, kiedys sam tez wystawialem nogi, ale zmądrzałem zobaczcie uśmiecham się! jaki mądry jestem, nie robi to teraz na mnie najmniejszego wrażenia", na równi z brakiem zainteresowania krzyczeniem z tej samej pozycji "z drogi głupole!". Z tym nadeptywaniem, to przeważnie wielce ważna misja - idę, a męczące proszenie się co 5 min, przez 10 minut, o to, żeby gapa zrobiła łaskę...;) Prościej włożyć glany i dobrze podkuć niż fantazjować o dywanach.
Małe,co nieco Sieradzana. I mały temat pod rozwagę: Kto z naszej dwójki pisze o misji i nawracaniu? I to w kategoriach głaskania i rezonansu, lub kopania aby nawrócić?
Z mojej strony piszesz o tym, co nazwałem kiedyś Aspołeczną prospołecznością, lub wcześniej skróciłem: Altruizm jest głupi. I ostatnio rozwijałem w cyklu dobre złego początki.
Pomimo tego, że to ładnie brzmi i jest korzystne dla osób głoszących- nie działa, przynajmniej jako jedyna, główna opcja. Buduje i podtrzymuje dyktatury, wypacza zamierzenia..
Komunikat "bądź autentyczny" podobnie jak "bądź altruistyczny" czy "myśl samodzielnie" zwyczajnie niesie ze sobą paradoksalne znaczenie: Dbaj o status spełniając moje oczekiwania i dbaj o przynależność do mnie, do naszej grupy. Ów altruizm, samodzielność, autentyczność kończy się na spełnianiu norm grupowych A i nieświadomy nacisk na status i przynależność prędzej czy później prowadzi do zachowań odwrotnych do deklaracji i konsekwentnego tego negowania. Eg. partner jest autentyczny będąc dla mnie miły i uwodząc mnie, za to nie jest autentyczny zaniedbując i odchodząc..o co common?
Aby komentować Zaloguj się lub Zarejestruj w Tarace.
